byliśmy na "Roku 1984" i "Hamlecie" w autorskiej inscenizacji Peadara de Burci. Sama wizyta w Korezie to możliwość doświadczenia "przeżycia metafizycznego". Teatr zaprosił nas do współtworzenia. Tak, jak w Szekspirowskim The Globe, improwizowaliśmy w takt nadawany przez aktora. Nasi koledzy wystąpili na scenie odtwarzając część spektaklu. Duch ojca Hamleta przechadzał się wśród widowni i wyjawił nam tajemnicę zbrodni. Grabarz był z rodziny polskich imigrantów, a jego mama śpiewała mu kołysanki AC/DC.Muzyka na żywo znakomicie podkreślała nastrój. Doskonale rozumieliśmy rozterki Hamleta. Winston Smith opowiedział o realiach życia w ideologii angsocu. Doświadczenie absurdu udzieliło się nam wszystkim. Muzyka na żywo znakomicie podkreślała nastrój. Po przyjeździe porozmawialiśmy sobie o samym pomyśle inscceniztorskim. Czy teatr jednego aktora i bez barokowej scenografii przemawia do współczesnego widza? Z całą pewnością - tak.